wtorek, 30 września 2014

Małe przyjemności

Uwielbiam takie małe przyjemności - kto ich nie uwielbia. Tą w postaci wyjątkowego śniadania mogłam zafundować sobie dzięki kilku osobom. 

Pierwsze dwie osóbki to: właścicielka sklepu Moja mała Francja, i właścicielka bloga http://petitbonheur-blog.blogspot.com/ dzięki którym, wygrałam konkurs dotyczący wiedzy o francuskich zabytkach:) wspaniale:) W nagrodę otrzymałam przepyszną konfiturę. 

Druga wyjątkową osóbką jest Hania z bloga http://comniecieszyco.blogspot.com/ - dostałam od niej wspaniałą ziołową herbatkę - naprawdę pyszną! Własnoręcznie sporządzoną mieszankę rumianku, mięty, melisy, kwiatów jaśminu, płatków chabrów i róży, stewii , zielonej herbaty, z odrobiną kwiatów bzu i dodatkiem hibiskusa. Szczerze to nie spodziewałam się, że będzie aż tak dobra!:)

Chwilo trwaj...

Oby więcej było takich chwil!

Pozdrawiam i zostawiam Was z moimi zdjęciami:)



poniedziałek, 29 września 2014

Kolorystyczne szaleństwo

Jak wiecie liftinguję dziecięcy kącik do nauki - nowe biurko, odnowione krzesła, o których pisałam ostatnio... Choć już zrobiłam wiele, pokój wciąż nie jest skończony. Brakuje kilku dodatków i zasłony, którą mam zamiar uszyć sama. Póki co jednak kolory które nasze dzieci wybrały jako przewodnie w całej aranżacji i mną totalnie zawładnęły.


A tak poważnie, chcąc dopasować je do reszty pokoju, postanowiłam co nie co jeszcze przemalować. Padło na gałeczki od komód na ubrania.

 
                                                                                                  
Jedne różowe, drugie jasno niebieskie, nawiązują do krzeseł, ramek i wieszaczków.
Na tle wszechobecnej bieli, kolory te stają się pięknym, dziecięcym dodatkiem. Całość zaczyna mi się podobać.


 Swoją drogą to niesamowite, jak taki mały element jak gałka, przemalowana, zupełnie inna, można nadać nowego wyglądu opatrzonym i nudnym rzeczom.

Nie wiem tak na prawdę, czy te kolory pasują do tych dekoracyjnych naklejek na komodach, ale myślę, że bardzo źle nie jest. Odrobina koloru dobrze im robi.

Co myślicie na ten temat?

Fajnie, że mogę Was o wszystko zapytać i zawsze dobrze doradzicie:)

Ach... a jeśli chodzi o mój ostatni dylemat i kolor siedzisk krzeseł - pomalowałam je na biało, choć początkowo zdecydowałam, że zostaną naturalnie drewniane. Niestety były dosyć mocno zniszczone, dlatego też wciąż coś z nich wychodziło (mowa o przebarwieniach itd) Nie wyglądało to dobrze. Biały kolor pięknie wszystko zakrył :)

 Życzę Wam udanego tygodnia, a przy tym ciekawie spędzonego!
Ja wracam do pracy.
Iwona






środa, 24 września 2014

ratunku dylemat:)

Nie mówiłam wczesniej, bo to była szybka decyzja - liftinguję pokój dzieciaków. A właściwie ich 
miejsce pracy:)

 Postanowiłam zrobić duże dwuosobowe biurko pod oknem, na całej długości ściany. Nie wygląda to póki co tak, jak sobie wymarzyłam, ale myślę, że z czasem aranżacja ta nabierze pożadanego charakteru. Brakuje mi jeszcze jednaj wąkiej szafki na środek biurka i kilku innych elementów bardziej lub mniej ważnych, które ładnie podkreślą całość.

Póki co jednak stoję przed dylematem.

Mam dwa krzesła. Stare, ponieważ jak na razie nie mogę pozwolić sobie na kuno nowych. Dzieciaki uprosiły, by pomalować je w ich ulubionych kolorach. Zainspirowana takimi obrazkami jak te, stwierdziłam, że to całkiem fajny pomysł:)






Tak więc jedno jest dziewczęco różowe, drugie błękitne:)




Nie wiem jednak co zrobić z ich siedziskami. Całe krzesła są metalowe, a ich siedziska drewniane. Zupełnie nie wiem czy je pomalować na taki sam kolor jak całe krzesła, na biało, czy zostawić w kolorze jasnego drewna. Myślę jeszcze o jakiejś ładnej tapicerce. Jak na razie jednak mają ciekawe kolorowe okrągłe poduchy, które póki co świetnie zastępują tapicerowaną część krzesła.


 Nie umiem sobie wyobrazić końcowego efektu.

Co myślicie? Macie jakieś propozycję da mnie? Będę wdzięczna za każdą ciekawą myśl:) 

No i trzymajcie kciuki za cały kącik edukacyjny w pokoju moich dzievci. Sama jestem ciekawa jak to wszystko finalnie bedzie wyglądać. 

Miłej środy!
Deliratio

wtorek, 23 września 2014

FICUS MICROCARPA i drewniany manekin

Pewnie to niespotykane zjawisko wśród mężczyzn, ale ja mam taki przypadek w domu i chcę Wam o nim opowiedzieć:)

Niegdyś nie lubiłam roślin doniczkowych. Wiązało się to z tym, że nie miałam dla nich czasu i irytował mnie fakt, że każda jaką sobie przygarnęłam, prędzej czy później umierała.

Aż pojawił się on - mój mąż. I nie miałam już wyjscia. Musiałam zaakceptować fakt, że rośliny w domu to podstawa.

To on je wybiera, kupuje i przynosi do domu. 
Ostatnio przytargał ogromną roślinę w stylu bonsai. Jest to FICUS MICROCARPA.

 I pewnie wszystko było by dobrze, gdyby nie fakt, że do swoich codziennych obowiązków muszę dołożyć jeszcze kolejny, poczynając od edukacji na temat roślin doniczkowych. 

Dlaczego moja roślina gubi liście, czy powinnam ją przesadzić itd?


W przypadku tych mniejszych bonsai nie miałam nigdy problemów. Zresztą, nawet gdyby coś im się działo, nie było ich aż tak żal...

Tym razem jest inaczej. Cena jaką wydał mój mąż na to zielone drzewko przeraziła mnie nie co i szkoda by mi było je zmarnować.


Dlatego trzymajcie kciuki za mnie i ficusa:)

No a żeby nie okazało się, ze mój mąż to jakiś roślinny dziwak, to oczywiście jak każdy facet - garaż, samochód, motor i inne kolejne niezbyt ciekawe dla mnie rzeczy w wolnej chwili uskutecznia :)

Na koniec jeszcze mój ostatni zakup.


Zawsze marzyłam o takim małym drewnianym manekinie:)

Miłego dnia!
Iwona